Inne
Mapa dojazdu:

Wyświetl większą mapę
Tagi:
cateringhotele bezglutenowePolskarestauracje bezglutenowe
Zobacz również:

Pierwsze wrażenia w podróży po Kaliforni. 

Ogólne
więcej
17.03.2015
Wiesz co zjesz

Restauracja na Placu Konstytucji obiecuje, że zjesz dobrze i świadomie. 

Restauracje
więcej

Bezglutenowy piernik autorstwa mojej mamy, więc najlepszy ;)

Przepisy
więcej
09.01.2015
Warsaw Potato

Warsaw Potato, czyli warszawski ziemniak na Nowym Świecie.

Restauracje
więcej

25.09.2012

HOTEL ZAWIERCIE ****


Adres:
Hotel Zawiercie****Business & Leisure
Ul.Wierzbowa 6, 42-400 Zawiercie




Czas:  pierwszy weekend września

Miejsce: Hotel Zawiercie

Okoliczność: wesele kuzynki

Liczba gości: 150

Liczba gości bezglutenowych: 1 – ja

Obawy w skali 1-10: 10

To może zacznę od końca. Skąd obawy? Człowiek podobno dobrze, jeżeli uczy się na błędach. A takowe zostały popełnione, bowiem ostatnie przyjęcie weselne zapamiętam nie tylko ja ale i cała kadra lekarska, która sprawuje nade mną opiekę. Wobec tego, tym razem wolałam dmuchać na zimne i już zawczasu zawiadomić hotel o potrzebie bezglutenowych dań. Oczywiście manager hotelu zapewnił, że cały personel dołoży wszelkich starań aby posiłki spełniały najwyższe standardy diety bezglutenowej. Jednak będąc człowiekiem po przejściach i już podobnych ale niestety czczych zapewnieniach, nie zostałam wcale uspokojona. Niesłusznie jednak. Już od początku obsługa hotelu stworzyła atmosferę pełnego profesjonalizmu i na kilka godzin przed uroczystością weselną zostałam umówiona na spotkanie z szefem kuchni Adrianem Mzykiem. Bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie, że osobiście poznam osobę, od której w kolejnych dniach zależeć będzie moje samopoczucie. Ale również doceniłam fakt, że szef kuchni w ogóle zechciał ze mna porozmawiać. W szczegółach w których to właśnie tkwi owy diabeł albo gluten, co na jedno wychodzi, opowiedział jak posiłki będą przygotowywane. Otóż zacznę może od tego, że przygotowywane były w osobnym pomieszczeniu. To zupełnie tak jakby gluten miał tak duże pole rażenia i możliwości przenoszenia się na inne dania, że trzeba go w zupełności odizolować. Ten pomysł zdecydowanie przypadł mi do gustu i słysząc to skala obaw spadła o połowę. Dalej, wszystkie składniki z których przygotowywano dla mnie posiłki posiadały odpowiednie dla pożywienia bezglutenowego certyfikaty. Ogółem mówiąc rozmowa z szefem kuchni i słuchanie o tych wszystkich nadzywczajnych środkach ostrożności już należało do przyjemności i skutecznie uspokoiło. Po tym wstępie w końcu przyszedł czas na dania główne.

 

Na początek zaserwowano rosół, który dla mnie nalany został z osobnego naczynia, do talerza w którym już spoczywał bezglutenowy makaron.

 

 Rosół wyglądał i smakował nadzwyczaj dobrze, zarówno jak na bezglutenowy jak i zwyczajny, którego smak jeszcze mam w pamięci.

 

Kolejnym daniem, była pierś z kurczaka podana z brązowym ryżem i surówką w sosie vinegret na liściu sałaty.Właściwie można byłoby to opisać jednym słowem – marzenie. Jednak dla tych, którzy domagają się szczegółów rozwinę opis o stwierdzenie, że mięso było niesamowicie soczyste przy jednoczesnym rozpływaniu się w ustach. Przyprawy idealnie współgrały z mięsem, a nie zabijały jego smaku. Nawet ryż był poezją, tym razem nie klejącą się, gdzie wyczuwalny był orzechowy posmak właściwy dla tego gatunku ryżu. Idealnym dopełnieniem były świeże, soczyste i chrupiące warzywa.

 

Na koniec tej tury posiłków podano mi deser, składający się z widocznych na zdjęciu owoców, czyli kiwi na brzegach, truskawek na górze oraz brzoskwini okalających całość. To czego natomiast nie widać, to ukryta w środku masa budyniowa położona na warstwie miękkiego biszkopta. Oczy sąsiadów przy stole błysnęły zazdrością i niech to będzie wystarczającym komentarzem deseru.

Po pierwszych tańcach i plącach na parkiecie przyszła pora aby posilić się kolacją.

 

Bezglutenowe wędliny, w tym i kabanosy, sery, jajka z przygotowanym przez szefa kuchni bezglutenowym majonezem były pysznymi dodatkami do kanapek z równie bezglutenowego chleba. Do tego sałatka ze świeżych warzyw w kiełkami brokuła oraz murzynek były wystarczające żeby najeść się do syta i podzielić z zazdrosnymi współbiesiadnikami.

 

Po upływie kolejnych godzin na stole zaczęły znów pojawiać się gorące dania, w tym i jedno ugotowane specjalnie dla mnie.

 

Kotlet schabowy panierowany w płatkach z migdałów był jak w przypadku pierwszego ciepłego dania miekki, soczysty, słowem – smaczny. I jak widać na zdjęciu dopełnieniem mięsa były gotowane warzywa.

Ostatnim posiłkiem była zupa gulaszowa, którą w jaki sposób zmieściłam do napełnionego i tak już żołądka pozostaje do dzisiaj nierozwiązaną zagadką. Ugotowana na bezglutenowej kiełbasie była zdecydowanie mniej tłusta od zwyczajnej wersji tej zupy. Dodatkowo też, jak poinformował mnie testujący mojedania towarzysz, mniej ostra, co zważywszy na stopień najedzenia i późną nocną porę stanowiło zdecydowaną zaletę.

 

Kolejny dzień, jak każdy, rozpoczęty został śniadaniem. Ilość możliwości wyboru znów przyprawił mnie o zawrót głowy i kompleks małego żołądka.

Talerz wędlin, serów, pasztet na początek, później musli bezglutenowe oraz płatki kukurydziane z mlekiem, dalej, bezlgutenowy ketchup, masło i chleb, a na ciepło bezglutenowa kiełbaska w dowolnej ilości.

 

Ja i mój zestaw śniadaniowy:

 

Po przeczytaniu na koniec ktoś mógłby zakwestionować, że przecież to wesele, wyjątkowa okoliczność, a nie standard świadczeń hotelowych, więc po co o tym pisać.

A właśnie po to, żeby uświadomić ludziom, że o swoich potrzebach po pierwsze i najważniejsze trzeba informować. Po drugie, okazuje się, że są w Polsce miejsca, takie właśnie jak Hotel Zawiercie, które realizuje takie potrzeby z największą starannością i profesjonalizmem. Szef kuchni- Adrian Mzyk nie tylko stanął na wysokości zadania, ale co bardzo cenię, wyszedł naprzeciw moim oczekiwaniom i marzeniom o bezpiecznym jedzeniu poza domem. Jak sam powiedział, w rodzinie ma osobę będącą na bezglutenowej diecie, więc tym bardziej temat nie był mu obcy. Ale pochwalić muszę cały personel oraz właścicieli, którzy tworzą ten hotel. Bo znów okazuje się, że cudze chwalicie a swego nie znacie. A daleko szukać nie trzeba, bo w Zawierciu na Śląsku ukryta jest perła.

 

 

 

 

 




Galeria
Komentarze

Copyright © 2012 GluNoMore
Projekt:
Realizacja: